Odwrót

Dławiło nas coś w gardle. Nie mogliśmy przejść nad tym fatalnym rozkazem do porządku dziennego. Wycofać się bez dalszej walki?”

                                                                                      kpt Zygmunt Strękowski z 73pp

 

     Gen. bryg. Antoni Szylling jedyny ratunek dla swej armii widział w natychmiastowym odwrocie. Wódz Naczelny marszałek Edward Rydz-Śmigły, powiadomiony o godz. 14.30 o tej sytuacji, zwlekał z decyzją. Następna rozmowa telefoniczna o godzinie 16.00 odbywała się już w dramatycznych okolicznościach, w czasie nalotu bombowego na Kraków i po otrzymaniu meldunku o silnym natarciu niemieckiej 2 Dywizji Pancernej na Wysoką. Gen. Szylling nadawał telegrafistce słowa swego sprawozdania wśród brzęku rozsypujących się szyb okiennych i opadającego ze ścian tynku. Marszałek Rydz-Śmigły rozkazał, aby decyzję o odwrocie wstrzymać do wieczora, do nadejścia meldunków z całodziennych walk armii, ale już obecnie przygotować odpowiednie rozkazy do pierwszego odskoku. Żądał on wywarcia na dowódców najbardziej kategorycznego nacisku, „by dali z siebie i z wojska najwyższy wysiłek".

    Dwie godziny do następnej rozmowy telefonicznej z Warszawą stanowiły dla sztabu Armii „Kraków" okres szczególnie ciężkiej próby nerwów. Dowódcy i żołnierze dawali z siebie wszystko, ale chodziło o cenny czas. W razie przełamania skrzydeł polskiej obrony zwarcie się wojska z nieprzyjacielem mogło przesądzić o istnieniu całej Armii „Kraków”. Wreszcie w rozmowie o godz. 18.00 Rydz-Śmigły wyraził zgodę na odwrót, wyznaczając jako granicę ostatecznego odskoku linię rzek Nidy i Dunajec, o 120 kilometrów na wschód od dotychczasowych pozycji armii na Śląsku.

    Wycofanie wojska odbywało się w nastroju wielkiego przygnębienia. W niektórych miejscach (w Katowicach, Bielsku i pod Pszczyną) wystąpiła niemiecka dywersja, która utrudniała rozkazodawstwo, opóźniała ruchy oddziałów, a w Bielsku-Białej zadała wycofującym się oddziałom straty. Z braku czasu nie udało się ewakuować zapasów amunicji, specjalnie zgromadzonych do walk obronnych w Białej. W Czechowicach pozostały duże zapasy ropy i benzyny, które tylko częściowo zdołano zniszczyć. Pozostawiono też w większości kabel telefoniczny, bogato rozwinięty na pozycji stałej, co w dalszym rozwoju działań zaważyć miało na mniejszej sprawności i skuteczności ognia artylerii.

    W Grupie Operacyjnej „Śląsk" trudności manewru odwrotowego polegały na tym, że drogi na zapleczu grupy w rejonie Bierunia i Bojszowy były silnie zagrożone przez niemiecką broń pancerną. Dlatego też zarówno 23 Dywizja Piechoty (dowódca płk dypl. Władysław Powierza), jak i 55 Dywizja Piechoty Rezerwowa (dowódca płk piech. Stanisław Kalabiński) musiały wykonywać odwrót łukiem przez Murcki i Katowice. Grupa Forteczna „Śląsk” płk-a Wacława Klaczyńskiego skierowała się wprost na zachód do Będzina, a grupa płk-a Henryka Gorgonia miała przejść z rejonu Tarnowskich Gór do Ząbkowic. Zgrupowanie 201pp pod Kobiórem było już uważane za stracone z powodu silnego związania w walce, toteż zniszczono na jego tyłach przeprawy przez rzekę Gostyńkę. Jednakże ppłk Władysław Adamczyk po otrzymaniu o godz. 23.00 rozkazu do odwrotu oderwał się od nieprzyjaciela, przeszedł o świcie przez prowizoryczny most, szybko położony przez swoich pionierów i skierował się na Broszrowice, osiągając przed innymi linię obrony przejściowej na Przemszy.

 

 „Zabrano prawie wszystko. Zniszczono nieznaczną ilość, w tym 2 działa 75mm, 4 działa zabrał nasz dowódca artylerii dywizyjnej 55DP, dając ze swego stanu koni dorywczo improwizowane zaprzęgi. Część ciężkich karabinów maszynowych wzięły bataliony w miejsce swoich zniszczonych w walce

                                                                                           kpt. dypl. Mieczysław Czupryna z 55 DP

 

    Odcięte bataliony 6 Dywizji Piechoty (dowódca gen. bryg. Bernard Mond) zdołały pod osłoną ciemności wycofać się do tyłu. Część III batalionu/20pp, głównie zaś 9 kompania ppor. Szola, wytrwała na południowym skrzydle odcinka obrony pod Goczałkowicami do godz. 19.00, po czym wycofała się, przeszła Wisłę pod Dziedzicami i skierowała się na Kęty, w rejon stanowisk 21 Dywizji Piechoty (dowódca gen. bryg. Józef Rudolf Kustroń). I batalion tego pułku oraz część II batalionu, jako grupa mjr-a L. Bałosa trzymały się pod Pszczyną do wieczora, a następnie spłynęły wraz z taborem przez lasy kobiórskie ku Gostyńce pod Myrczkiem. W rejonie Piasku I i IV batalion/16pp jako zgrupowanie mjr-a Ryby dopiero o godz. 22.00 odszedł lasami ku przeprawie pod miejscowością Harmęże zmierzając na Oświęcim. Grupa ta zapadła na dzień 3 września w lasach koło Międzyrzecza.

    Niemcy ich nie ścigali. Dopiero pod wieczór 2 września ich kolumna pancerna ruszyła na północ w kierunku Bojszowy-Chełmek, a kolumna zmotoryzowana na północny wschód na Broszkowice. Niemiecka 5 Dywizja Pancerna (dowódca gen. płk Heinrich von Viettinghoff-Scheel; VIII KA, 14 Armia) nie mogła zapuszczać się zbyt głęboko na polskie tyły, jak długo na jej własnym zapleczu pod Pszczyną utrzymywały się polskie oddziały. Dlatego też Niemcy przygotowali się do natarcia na dzień 3 września, by zlikwidować zagrożenie na swoich tyłach. Dzięki temu duża część polskich rozbitków mogła przedostać się nocą przez Wisłę i Sołę do własnych oddziałów.

     Gen. Vietinghoff, dowódca niemieckiej 5 Dywizji Pancernej (VIII KA, 14 Armia) miał jednak nadzieję szybkiego posunięcia się południowym brzegiem Wisły przez Oświęcim. Prawy brzeg rzeki pod Górą-Brzeszczami był pusty, toteż oddziały niemieckie przekroczyły tu bez przeszkód Wisłę. Motocykliści ruszyli szybko naprzód, by uchwycić Oświęcim i Zator. Jednak wschodni brzeg Skawy obsadzali już Polacy. Tylko pod Chełmkiem nad Przemszą niemieckie czołgi uderzyły na grupę ppłk-a Albina Rogalskiego, do której dołączyło zgrupowanie ppłk-a Władysława Adamczyka i zmusiły ją do odstąpienia od Wisły i cofnięcia się na zachodni skraj lasu Bobrek, gdzie jednak same utknęły w swym rozpędzie. Gen. Vientighoff, który przybył nad Sołę osobiście, aby energiczniej pchnąć swoje czołgi do przodu, z wściekłością patrzył na wzburzone fale rzeki, na której Polacy zerwali wszystkie mosty. Ponadto spuścili wodę w Porąbce, co znacznie utrudniało budowę prowizorycznych mostów i uniemożliwiało użycie podręcznych środków przeprawowych. W tej sytuacji musiał on wstrzymać działania wysuniętych elementów rozpoznawczych. Front polski, który udało się dzień wcześniej przełamać, znów zagrodził mu drogę na Kraków.

    Oddziały gen. Sadowskiego wykonując odwrót łukiem ku północy, dopiero koło południa w dniu 3 września osiągnęły Sosnowiec i Będzin, a straż tylna 55 Dywizji Piechoty Rezerwowej (dowódca płk piech. Stanisław Kalabiński) pod dowództwem płk-a J. Gizy opuszczała w tym czasie Katowice. Przemarsz śląskich batalionów Obrony Narodowej przez miasto, przy pięknej pogodzie w świąteczny dzień, bez przeciwdziałania nieprzyjaciela przypominał paradę wojskową z czasów pokojowych. Nastrój ten dodatkowo podniosła radosna wiadomość o wypowiedzeniu wojny Niemcom przez Francję i Wielką Brytanię. Ludność zorientowawszy się, że wojsko opuszcza Górny Śląsk, wynosiła na ulice żywność oraz papierosy i obdarowywała nimi żołnierzy. Tylko ostatnie szeregi wycofujących się oddziałów zostały zaatakowane z gmachu Banku Niemieckiego w Katowicach przez grupę Freikorpsu.

 

Odchodzimy, bo nasi przełożeni nie mają sił i możności przeprowadzenia pierwotnego planu obrony, planu, który musiał wymagać od nich skuteczniejszej obrony mych skrzydeł. Stary plan się zawalił. Przełożeni mają już jednak widocznie jakiś inny plan, a to w tej sytuacji jest najważniejsze, że taki plan jest

                                                                                                                   Gen. J. Sadowski

 

     Schron dowodzenia w Chorzowie został ewakuowany późnym wieczorem 2 września, nocą 2/3 września lub nawet wczesnym rankiem 3 września 1939 roku. Sztab Grupy Fortecznej Obszaru Warownego „Śląsk” wraz z całością Grupy Operacyjnej „Śląsk” wycofał się na zachód. Grupa Forteczna płk-a W. Klaczyńskiego miała się wycofać w rejon Będzina i Dąbrowy Górniczej i tam przygotować się do obrony. Zostały więc ewakuowane wszystkie załogi forteczne, a opuszczone schrony opustoszały. W myśl założeń gen. J. Sadowskiego wszystkie oddziały Grupy Operacyjnej „Śląsk” miały się w godzinach wieczornych 2 września oderwać od nieprzyjaciela i o świcie 3  września znaleźć się na wyznaczonych pozycjach. Grupa Forteczna ppłk-a W. Klaczyńskiego znalazła się w Będzinie około południa 3 września 1939 roku. Jej zadaniem była obrona linii Będzin-Sosnowiec, jednak niebawem nadszedł rozkaz dalszego odwrotu.

 

Nagle wieczorem 2 września otrzymaliśmy rozkaz odmarszu na wschód. Niełatwo zwinąć batalion, który przez wiele dni zagospodarował się na pozycji. Nie uniknęliśmy improwizacji, a nawet bałaganu. Poza tym część wyposażenia trzeba było zniszczyć lub pozostawić na miejscu. Nastrój optymizmu towarzyszący nam przez ostatnie dni bezpowrotnie uleciał. Odwrót oznaczał, że przegrywamy, wprawdzie nie na naszym odcinku, ale jednak. Cofaliśmy się w nocy przez Kochłowice do Załęża i potem dalej. Poza nami została, jako straż tylna południowej części Obszaru Warownego „Katowice”, 11 kompania pod dowództwem kpt. Mariana Tułaka z IV batalionu załogi fortecznej. Pierwsza pozycja opóźnienia tej kompani było skrzyżowanie dróg w Katowicach – Załężu, mniej więcej tam, gdzie dzisiaj ul. Gliwicka krzyżuje się z ulicami Bocheńskiego i Bracką”

                                                             Fragment relacji Walentego Kulawiaka i Adolfa Krawczyka

                                                                  żołnierzy z 10 kompani strzeleckiej IV batalionu 73pp

Jednostki i bitwy

Jednostki:

Bitwy: